STYLE – Wigilia 2017

Kochani, chciałabym Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Życzę Wam ciepła- tego, które bierze się z serca i karmi się małymi radościami i wielką wdzięcznością. Życzę Wam szczerego uśmiechu. Życzę, by cisza wigilijnej nocy była kojąca – nawet jeśli nie będzie jej na zewnątrz, tylko w Waszym sercu. I życzę Wam by wszystko, co będzie się działo, było Waszą drogą do Jezusa – może krętą i nieoczywistą, może czasem pod górkę, ale do celu.

IMG_0045IMG_0049IMG_0051IMG_0059IMG_0055IMG_0062IMG_0054IMG_0063

Sukienka – Reserved // Buty – DeeZee // Rajstopy – Calzedonia // Zegarek – Elixa/Apart // NAszyjnik – Apart // Kolczyki – Avon // Bransoletka – Tous //

BEAUTY – zdrowy uśmiech każdego dnia

Wpis ten planowałam już bardzo dawno i sama nie wiem czemu się tak długo do niego przybierałam. Mieć zdrowy i piękny uśmiech to bardzo ważna sprawa, gdyż jeszcze bardzo często widać, że jest to kwestia zaniedbywana. Z różnych względów. Jedni boją się dentysty jak ognia, bo mają uraz jeszcze z dzieciństwa (np. moja Siostra i mój Mąż – pozdrawiam 🙂 ), inni po prostu z niewiedzy, jeszcze inni z zaniedbania typu „nie mam czasu, dopóki nie boli nie idę”.

Ja od dziecka zawsze regularnie, minimum raz do roku odwiedzam dentystę. Ostatnio wyleczyłam każdy ubytek, każdą kiepską plombę wymieniłam. Teraz chodzę tylko co pół roku na kontrolę, robię porządne czyszczenie u specjalisty i zabezpieczam zęby fluorem i lapisem. A jak dbam o uśmiech na co dzień? Nie jest to takie trudne, ale wymaga jednak poświecenia „AŻ” 3 minut rano i wieczorem. Mówi się, że wieczorem myje się zęby dla zdrowia, a rano dla urody. I ja się z tym zgadzam.

Moja praca wymaga ładnego uśmiechu. Myślę, że gdybym miała dziurawe i czarne zęby nikt nie zaglądałby na ten blog pooglądać zdjęcia, no chyba że się pośmiać z moich zepsutych zębów 😛 Szkolenia, które prowadzę na co dzień oraz praca z klientami też zobowiązuje do ładnego uśmiechu. Gdy jest on zadbany, chętniej z kimś rozmawiamy lub po prostu jesteśmy bardziej wiarygodni, bo umiemy zadbać o różne kwestie, zwłaszcza jeśli chodzi o wygląd, a oferujemy coś, co go poprawia.

Ostatnio trafiła w moje ręce Szczoteczka PHILIPS SONICARE DiamondClean Smart HX9924/27 w kolorze pudrowego różu. Nie jest to dla mnie obojętne, bo ja kocham ten kolor 😀 Ta szczoteczka moim zdaniem to ferrari wśród szczoteczek do zębów. Więc posiadanie jej jest dla mnie nie lada zaszczytem 🙂

IMG_0458

W zestawie znajdziemy szczoteczkę soniczną, 4 główki czyszczące: 1 – do mycia zębów, 2 – do wybielania, 3 – do wrażliwych dziąseł i 4 – do czyszczenia języka. Całość zapakowane w eleganckie pudełko. Jest też etui podróżne, szklaneczka, która jest UWAGA! ładowarką! Niezwykle elegancką, pięknie prezentującą się w łazience.

thumb_IMG_0455_1024IMG_0563IMG_0117IMG_0118

Gdy weźmiemy szczoteczkę do ręki ona automatycznie się włącza. Po nałożeniu wybranej główki od razu wybiera nam preferowany tryb, który również można zmienić ręcznie, ale nie ma takiej potrzeby. Pokazuje nam też zasięg, gdyż nasza szczoteczka łączy się z aplikacją w telefonie. Na dole jest wskaźnik naładowania baterii. Jeśli miga, należy ją naładować. Bateria wytrzymuje bardzo długo. Mi służyła 3 tygodnie i absolutnie nie słabła na mocy podczas mycia zębów. Na dole jest wbudowany ring świetlny informujący o zbyt silnym nacisku podczas szczotkowania.

IMG_0121IMG_0122IMG_0123

To mój zestaw produktów, którym ufam, i których używam każdego dnia.

IMG_0124

Do mycia zębów od lat używam pasty wybierającej Blend-a-med 3D white luxe perfection, natomiast z główką wybielacjącą używam aktywator wybielania również od blend-a-med, po uprzednim umyciu zębów. Na koniec płuczę jamę ustną płynem Listerine AdvancedWhite.

IMG_0126

Od czasu do czasu używam też pasków wybielających zęby dla jeszcze lepszego efektu.

IMG_0127

Główki szczoteczek są intuicyjnie oznaczone.

IMG_0125IMG_0129

Główka T1 – do czyszczenia języka – TongueCare+ ma 240 elastycznych micro-wypustek, aby dokładnie usuwać z porów i nierówności na języku bakterie powodujące nieświeży oddech

IMG_0130

G3 – do wrażliwych dziąseł – Premium Gum Care zapewnia 7 razy zdrowsze dziąsła już w 2 tygodnie

IMG_0131

C3 – czyszcząca – Premium Plaque Control zapewnia nieosiągalny dotąd poziom higieny, dzięki usuwaniu do 10 razy więcej płytki nazębnej w trudno dostępnych miejscach

IMG_0132

W3 – wybielająca – Premium White usuwa do 100% więcej przebarwień już w 3 dni, wybiela i poleruje zęby

IMG_0133

Na co dzień szklaneczka jest miejscem, gdzie trzymam szczoteczkę i wszystkie główki. Gdy chcę ją naładować, stawiam szklaneczkę na metalowej podkładce, a szczoteczkę wkładamy do środka. Jak dla mnie REWELACJA!

IMG_0134IMG_0140

Etui podróżne do zapakowania szczoteczki na wyjazd, jest bardzo eleganckie i poręczne. Od spodu jest kabel ładujący usb, co jest nie lada ułatwieniem w czasie wyjazdu, zwłaszcza dłuższego, by nie zabierać całego zestawu. Tym sposobem szczoteczka leżąca w etui, podłączona kablem usb do komputera lub kontaktu jest jednocześnie ładowarką. Według mnie jest to wspaniały patent!

IMG_0136IMG_0137IMG_0139

Jak działa szczoteczka soniczna? Czym się różni od elektrycznej lub zwykłej? Czyszczące ruchy soniczne wykonywane przez tą szczoteczkę powodują powstawanie mikrobąbelków, które wnikają pomiędzy zęby i działają wzdłuż linii dziąseł, zapewniając nieprawdopodobne uczucie czystości. Ten efekt naprawdę uzależnia! Wibracje soniczne o wysokiej częstotliwości są napędzane impulsami elektromagnetycznymi, aby delikatnie dbać o zęby i dziąsła. Philips Sonicare Diamond Clean Smart wykonuje 62 tys. ruchów sonicznych na minutę, co pozwala bardzo skutecznie usunąć płytkę nazębną. Usuwa ona 10 razy więcej płytki nazębnej z miejsc, do których nie mogą dotrzeć tradycyjne szczoteczki!

IMG_0569

Szczoteczka jest oparta o technologię SmartSensor. Czujnik lokalizacji informuje o miejscach szczotkowanych zbyt krótko lub zbyt długo. Czujnik ścierania ostrzeba, jeśli szczotkowanie jest zbyt intensywne, zaś czujnik nacisku kontroluje siłe nacisku podczas szczotkowania.

Jest też wyposażona w czasomierz SmartTmer, który dba o to by w każdej strefie jamy ustnej zęby były szczotkowane tyle czasu, ile zalecają dentyści (min. 2 minuty) i tyle ile wskazuje wybrany program. Po tym czasie szczoteczka automatycznie się wyłącza. BrushPacer informuje, kiedy należy przejść do szczotkowania kolejnego obszaru jamy ustnej. Szczoteczka w tym czasie delikatnie wibruje.

IMG_0568

Swoją szczoteczkę możemy tez połączyć z działaniem bezpłatnej aplikacji Sonicare. Z jej pomocą możemy porównać efekty szczotkowania z poszczególnych dni, wyznaczamy sobie cele, określamy miejsca problematyczne, a nawet możemy pokazać wyniki i skonsultować je z lekarzem stomatologiem. Pokaże Wam jak działa 🙂

IMG_0570IMG_0146

W aplikacji jest ikonka zużycia główki szczoteczki. Ja zawsze bardzo na to zwracam uwagę, i wymieniam swoje główki zawsze co 3 miesiące. Teraz nie muszę sobie tego zapisywać, gdyż aplikacja robi to za mnie 🙂

IMG_0147

Tu jest mój plan mycia zębów w ostatnich 3 tygodni, niestety często jem późno śniadanie i dopiero po nim myję zęby. Gdy to robię o 11.00 nie zalicza mi tego jako rano, stąd nie odhacza mi porannego mycia.

IMG_0148

Ja jako swój 3 tygodniowy cel ustawiłam sobie Usuwanie płytki. Tu mogę podglądać swoje efekty. Do tego cela wlicza się czyszczenie zębów, języka, nitkowanie zębów i płukanie ust. Jeśli któregoś dnia zapomnę o nitce lub płukaniu ust, dzień mam nie zaliczony 🙂

IMG_0149IMG_0150IMG_0151

Jak wspomniałam, możemy tu również wpisać termin kolejnej wizyty u dentysty. Ostatnio byłam 24 listopada, kolejna w maju. Aplikacja automatycznie dodaje nam ta datę do kalendarza w telefonie!

IMG_0152

Jeśli zużycie np główki jest już wysokie, przez aplikacje przekieruje nas również do miejsca, gdzie możemy kupić nowe lub inne produkty. Idealna sprawa by nie siedzieć i szukać godzinami w internecie co nam potrzeba.

IMG_0153

Podsumowując, dla mnie osoby dbającej o swoje zęby, (lepiej zapobiegać niż leczyć) ta szczoteczka jest po prostu idealna. Mój zachwyt nad nią nie słabnie, wręcz przeciwnie, każdego dnia doceniam ją za to ze jest tak inteligentna i w kwestii pielęgnacji myśli za mnie, ja mam za zadanie tylko dwa razy dziennie umyć zęby 🙂 Według mnie jest to idealna propozycja prezentu pod choinkę dla ukochanej osoby. Nie od parady w tamtym roku pojawiła się na mojej wishliście do Mikołaja 🙂 Więc jeśli zostaliście się na ostatnią chwilę i jeszcze nie macie prezentu, proponuję rozważyć to inteligentne urządzenie, które zdecydowanie ucieszy najbardziej wymagające osoby 🙂

IMG_0155IMG_0154

 

STYLE – zimowa szarość

Zima w tym roku nas nie rozpieszcza. Szczerze wolałabym za oknem śnieg i mróz. Za to mamy szaro, buro i ponuro z +1st, smogiem, pleśnią, zgnilizną i całym jego „dobrodziejstwem”. Astmatycy niestety dobrze wiedzą, o czym mówię. Nie mniej ostatnio nie miałam czasu nawet zastanowić się nad tym jaka jest pogoda, choć instynktownie chyba dobierałam do niej garderobę. Nie wiem jak to się stało, ale pokochałam szarość. I tym sposobem do mojej garderoby trafiło kilka, nawet prawie takich samych sukienek. Z racji wykonywanej pracy, częstych wyjazdów na szkolenia z ramienia firmy Avon, postawiłam na ciepłe i wygodne sukienki. Ciepłe, bo często jeżdżę po różnych mniejszych  lub większych miejscowościach, gdzie wynajęte sale mają liche ogrzewanie. Ale i wygodne, bo jednak trzeba coś ciężkiego podnieść, przenieść, wykonać makijaż, więc nic nie może krępować ruchów.

IMG_1183IMG_1185FullSizeRender (1)IMG_1195IMG_1196IMG_1201IMG_1193FullSizeRenderIMG_1187

Sukienka – Mohito // Płaszcz – Reserved // Rajstopy – Calzedonia // Buty – CCC LAsocki // Torebka – Avon // Biżuteria – Avon by Kenzo //

FITMONDAY – Jak schudnąć, gdy dieta nie działa…

Z moją bezsilnością i dietą zmagam się od urodzenia Syna.. Po pierwszej ciąży schudłam bez kłopotów, bez większych wyrzeczeń. Nie mniej jadłam zdrowo, dieta matki karmiącej alergika była zachowana, i duuużo spacerowałam. Po niecałym roku ważyłam mniej niż przed ciążą. Potem druga ciąża. Z racji, ze w pierwszej przytyłam 26 kg, postanowiłam, ze w drugiej będę się mocno pilnować. Uważałam, że za mało się z dietą starałam w pierwszej, stąd wynik był dość duży. Utrzymałam dietę matki karmiącej w drugiej ciąży, czyli jadłam tylko gotowane, dużo owoców i warzyw, regularne pory posiłków, ruchu mi nie brakowało, a na koniec ciąży drugiej stanęłam na wadze i moim oczom ukazał się wynik 34 kg na plusie… WTF?!?!?! Przecież się starałam, pilnowałam, a  w ostatni tydzień przytyłam 6kg!!!! Lekarz prowadzący zdecydował obserwację na patalogi ciąży, celem wykluczenia cukrzycy ciążowej. Po 3 dniach okazało się, że jestem zdrowa jak ryba, a ja tyłam nawet gdy prawie nic nie jadłam, bo oczywiście mdłości ciążowe w końcowym etapie mnie nie oszczędzały… No nic, pomyslałam, urodzę, będę karmić, trzymać dietę wszystko się unormuje, przecież po pierwszej ciąży schudłam to teraz nie może być inaczej!! Jakież było moje zdziwienie, gdy waga praktycznie stała w miejscu. Ścisła zdrowa dieta wg. Ewy Chodakowskiej, treningi 6x w tygodniu, jedzenie 5 posiłków dziennie. Zero słodkości, zero fast foodów, w końcu nawet herbata była za słodka, bo miała w ogóle jakiś smak.. mleko było za słodkie do kawy.. a po 3-4 miesiącach restrykcyjnego żywienia miałam na wadze… +2kg.. Złość, frustracja, demobilizacja (na szczęście na krótko), i „dobre rady” rodziny i znajomych o tym jak mam się żywić by schudnąć, bo przecież skoro ważę prawie 80kg to ja NA PEWNO siedzę i tylko żrę! Radzili „jedz 5 posiłków”, no ale ja JEM 5! „Zrezygnuj ze słodzenia”, ale ja nie słodze od 9 lat!!!! „Gotuj tylko, a nie smaż”, ale ja smażone w ustach tylko na obiedzie u mamy! czyli raz na nie wiem nawet ile! „jedz wiecej warzyw” ale ja non stop jem warzywa!! Więc skoro u innych to działa, dlaczego u mnie nie?? Co ze mną jest nie tak? Znasz to uczucie? To ta książka jest właśnie dla Ciebie!!!!

IMG_8314IMG_8301

Ja już po roku od porodu doszłam, że jestem zwyczajnie chora.. Czytałam o samoistnym poporodowym zapaleniu tarczycy, po roku mija.. gdy mój Syn skończył rok, odczekałam 2 msc na „unormowanie”, które nie nastąpiło. Skoro tak, to wybrałam się do endokrynologa, już z kompletem badań. Diagnoza – niedoczynność. Wdrożone leczenie, bardzo wysokie dawki leków i miało być lepiej.. Było? Pewnie że nie, było coraz gorzej. Byłam ospała, totalnie bez sił, rano budziłam się jakbym w ogóle nie spała.. ciągłe zapalenia stawów, a nawet omdlenia.. przy tym ostatnim wiedziałam, że nie ma już żartów, często jestem sama z dwójką malutkich dzieci, ja muszę być zdrowa!!! Zmiana endokrynologa, zrozpaczona wylewam mu na wizycie stan swojego zdrowia.. myślałam, że pani dr. uzna mnie za wariatkę i frustratkę, ale wyszłam ze skierowaniem na kolejne badania.. diagnoza? Hashimoto i Insulinooporność. To wyrok. Bo to choroby autoimmunologiczne. Typu stwardnienie rozsiane. Do końca życia, nieuleczalne. Bez leków i diety mogą prowadzić nawet do śmierci. Po kołataniach serca, urywanym oddechu i walce o kolejny, po drętwieniu warg i kończyn – miałam raz czy nawet dwa razy dziennie takie zjazdy kilkunastominutowe – wierzę, że może to się tak skończyć. Te choroby to nie wymysł XXIw. To choroby cywilizacyjne i żniwo „zdrowej diety” naszych rodziców. W ich kategorii wiekowej zjada ich rak, nas dosięgają choroby immunologiczne, które też do tego mogą doprowadzić. Od nas tylko zależy czy weźmiemy się za swoje zdrowie, czy po równi pochyłej stoczymy się na dno naszego zdrowia.. Ja wybieram to pierwsze. Wiadomo, nie wyleczę ich, ale mogę wprowadzić w stan remisji.

IMG_8317

Ponieważ lekarze jeszcze to bagatelizują i nie znają się totalnie na tych chorobach, sprawy trzeba wziąć w swoje ręce. Na szczęście staje się to na tyle „popularne”, że coraz więcej osób wydaje publikacje na ten temat. W ostatnim tylko czasie wpadły mi 4 książki, które mówią, jak radzić sobie z tymi chorobami. Jedną z nich jest książka Anny Powierzy „Jak schudnąć gdy dieta nie działa”. Podchodziłam do niej sceptycznie, nawet bardzo, bo co jakaś tam „gwiazda telenoweli”, która już uszami wychodzi od wielu wielu lat niczym „moda na sukces”, może tu napisać i to o chorobach??? Żadna z niej specjalistka ani lekarz!!! Ale ponieważ jeszcze nie radzę sobie z moimi przypadłościami, zaryzykowałam i kupiłam jeszcze w przedsprzedaży.. Książka przyszła, a ja z zapartym tchem zabrałam się najpierw za nią. Jest napisana lekkim językiem, czyta się ją błyskawicznie, nie jak książkę, tylko jakby się słuchało opowieści Ani przy kawie, jakby ona nam opowiadała jak walczyła z tym samym co my.. Wiele cennych rad, przekazanych prostym językiem, przystępnym dla każdego. Przeczytałam na ten temat już wiele publikacji naukowych i jak opowiadam właśnie tym naukowym jeżykiem (bo innego nie znam) np. szwagrowi czy cioci, co mi dolega, to widzę jak patrzą na mnie jak na wariatkę.. Sama po 5 zdaniach kapituluję, bo wiem że inni i tak tego nie zrozumieją.. Tu jest to napisane tak, że absolutnie nikt nie powinien mieć ze zrozumieniem problemu. Nie ma tu diety, nie ma tu wskazówek na każdy dzień. Są wytyczne w kilku krokach co zrobić, by być zdrowym. Np. zrezygnuj z cukru! to od nas zależy, czy się do tego dostosujemy. Ja książkę bardzo polecam! Dlaczego? Dlatego, że w końcu wiem, nie jestem wariatką, nie tylko mnie to dotknęło! Nie tylko ja wiem, że dla mnie nie 5, a 3 posiłki są idealne i wtedy chudnę! Często ktoś kto odstaje od normy jest odrzutkiem społecznym. Ja często się tak czuję. Cieszę się, że na innych ZDROWYCH ludzi 5 posiłków działa i jest idealnie. Ale ja jestem CHORA i muszę mieć 3, bo tylko wtedy nie podnoszę swojej insuliny tak często i wysoko, że w końcu jestem w stanie schudnąć. To co dla zdrowego człowieka jest ok, nie jest dobre dla chorego! I proszę wszystkich o zrozumienie i nie ocenianie. Ania też z tym walczyła, ta książka naprawdę chore osoby podnosi na duchu! I to czasem jest najważniejsze..

LIFESTYLE – Marzenia się nie spełniają…

…marzenia się spełnia!

Moje życiowe motto to Marz, Planuj, Spełniaj. Bo tak jak napisałam wyżej, marzenia same się nie spełniają. Marzenia trzeba określić dość jasno, zaplanować ich realizację i śmiało dążyć krok po kroku do ich spełnienia. Łatwo się mówi? Może i tak, z perspektywy kanapy.. Bo jeśli myślisz nad nimi nad kalendarzem lokując je w czasie, nie wygląda to już tak trudno. Jedno jest pewne, wszystko co mamy w swoim życiu zawdzięczamy ciężkiej pracy i codziennemu wysiłkowi. Planom jakie poczyniliśmy jeszcze w liceum i krok po kroku dążyliśmy do ich spełnienia. Zamiast wakacji po maturze, poszliśmy do pracy zaraz następnego dnia. Zamiast dziennych studiów i „imprezowania” była praca, studia zaoczne i żadnych myśli o imprezach, a dalekosiężne plany w przyszłość.. rodzina, dom, realizacja.. Myślę, że mimo wszystko to był dobry plan. Może wtedy naszym rówieśnikom wydawaliśmy się „nudni”, to teraz jesteśmy spełnionymi ludźmi, a niektórzy do dziś nie wiedzą gdzie jest ich brzeg i czego chcą od życia 🙂 Każdy żyje tak, jak mu najlepiej 🙂 i nie ma co tego oceniać 🙂

Po co to piszę? A właśnie po to, by tytułem wstępu wytłumaczyć dlaczego mnie nie było przez ostatni dłuższy czas 🙂 Odkąd pamiętam moim marzeniem było zrobienie kursu wizażu. Po maturze za pierwsze zarobione pieniądze zrobiłam jeden, popracowałam trochę i zdecydowaliśmy się na założenie rodziny. Wtedy zrobiłam przerwę zawodową dość długą i „wypadłam z obiegu”. Wtedy postanowiłam, że żeby wrócić muszę podnieść swoje kwalifikacje. Zdecydowałam się na szkołę ProMAkeUp Academy w Warszawie i to była moja najlepsza decyzja. Nauka u Daniela Sobieśniewskiego i Karoliny Matraszek była wspaniałą przygodą i jednocześnie niezwykle pouczającym wyzwaniem. Planowałam zapis na kurs rok, ale dostać się w szereg uczniów tej szkoły, graniczy z cudem, tyle jest chętnych, a o zapisie decyduje kolejność zgłoszeń.. zawsze za późno dzwoniłam, ale ostatnio ostro się zawzięłam i po wykonaniu 39 połączeń!!!! udało mi się zająć jedno z ostatnich miejsc 🙂 Czułam się, jakbym wygrała los na loterii 😀

Chciałam Wam pokazać jak było 🙂 Moje prace od początku kursu do samego końca czyli przez 3 tygodnie 🙂 Od poniedziałku do czwartku codziennie jeździłam do Warszawy. Korki, wczesne wstawanie, późne powroty dawały mi w kość, ale ja działałam jak w transie 😀 Po powrocie oczywiście było kąpanie i usypianie dzieci, bo musiały się nacieszyć nieobecną całymi dniami Mamą, robienie obiadu na kolejny dzień po nocach, mycie pędzli.. kładłam się grubo po północy a wstawałam przed 6 rano. Hardcore, ale z miłą chęcią przeżyłabym to jeszcze raz 🙂

IMG_7626E424D811-990E-49C0-A7DB-0346D10DFF29IMG_7685IMG_76897EBA4720-867A-46C3-B250-625A44A9973222CA3B84-E3BB-4518-8645-C0804E1EBF44510C067A-9659-4D0C-BBCC-CEE9FFE2A140E8BA2E6F-E097-493C-9293-BD49A8D60C55EFB787D5-569F-4F09-9CE3-DC30F93F01FDEF932896-EE8E-4C58-849E-B6D47275269EIMG_7753IMG_7921A59DE133-8456-4EA0-B0FF-16A3991E409CE40A73B7-545C-45E2-88BD-A53A2EE53B73IMG_7990

IMG_7936

Ostatni dzień egzaminacyjny był pełen emocji. Cieszę się, że miałam swoją modelkę, która mnie bardzo wspierała, choć sama się denerwowała tak jak ja 😀 Jeszcze raz Marlenko dziękuję, za to że mi zaufałaś i wierzyłaś we mnie od początku do końca. Nawet nie wiesz, jakie to dla mnie było ważne 🙂

IMG_7951

IMG_7954

IMG_7957

IMG_7961

A oto mój makijaż egzaminacyjny: ślubny z dodatkiem najmodniejszego koloru sezonu 🙂

IMG_7969

Warto marzyć i dążyć do spełnienia tych marzeń, krok po kroku, zaplanować i realizować. Ja na ten kurs czekałam rok. Warto było. Nie, nie mam dość, nie spoczęłam na laurach. Mam dalsze marzenia (cele), ale o nich mam nadzieję napiszę za rok. Że się spełniły. Oby!

STYLE – Ciepła jesień

Witam moich Kochanych Czytelników!

Tęskniliście? Bo ja bardzo 🙂 Dawno mnie nie było, więc postanowiłam się Wam najpierw pokazać, a następnym razem wytłumaczę Wam, moją nieobecność 🙂

Korzystamy z prawdopodobnie ostatnich dni ciepłej jesieni. Już dziś czuć w powietrzu chłodniejszą aurę, więc obawiam się, że to w tym roku pierwsza i ostatnia jesienna w miarę lekka stylizacja. Bluzką w kwiaty przywołuję lato, ale pastelowa ramoneska daje dużo ciepła. Do tego klasyczne niebieskie jeansy i czółenka, póki jeszcze nie jest za zimno.. 🙂

DSC_0259DSC_0263DSC_0246DSC_0281DSC_0283DSC_0285DSC_0252DSC_0255DSC_0271DSC_0275

DSC_0264DSC_0268DSC_0287

Bluzka – Mohito // Jeansy – Mohito // Kurtka – Zara // Czółenka – Kazar // Pasek – Mohito //

BOOK – książkowi ulubieńcy wakacji

Taaak, w wakacje miałam odpocząć i zagłębić się w czeluściach czytelniczych. Jak pomyślałam, tak wszystko się sprzysięgło by tak nie było 😀 jednym słowem STANDARD 😀 Ale nie da się ukryć, że zwłaszcza końcówka wakacji, sprzyjała mi w czytaniu, także ogólnie jestem zadowolona.

IMG_7272

1. Wakacje zaczęłam od przeczytania „SKÓRA” Barbary Kwiatkowskiej.

IMG_7275Doszłam do wniosku, że przyda mi się kolejna pozycja do pracy, a ta książka śmiało mogę powiedzieć, że jest genialna! Wiele osób pyta mnie o podstawy pielęgnacji skóry i tutaj jest to idealnie przedstawione! To taka biblia pielęgnacyjna, którą każdy powinien przeczytać, by prawidłowo dbać o najważniejszą część naszego ciała, jaką jest nasza twarz. Ta książka jest też takim przełożeniem koreańskiej pielęgnacji na polski, nie język, a polskie kosmetyki 😛 Ja ją o prostu „pochłonęłam”, wiele się z niej dowiedziałam, swoją wiedzę dotychczas zebraną poukładałam w „głowie na półkach”, naprawdę dla mnie

THE BEST!

FullSizeRender

2. Kolejna książka po którą sięgnęłam to „W domu Madame Chic” Jennifer L. Scott.

IMG_7278

Te książki (Lekcje Madame Chic oraz Szkoła wdzięku) to dla mnie takie Hygge w czystej postaci. Warto się zatrzymać na chwilę, pomyśleć, o swoim życiu, o swoim domu. Jak celebrować codzienność. To na prawdę nie jest trudne, a jak wiele daje nam wartości w tym zabieganym życiu. Uwielbiam je, relaksuję sie przy nich, a przy okazji mam czas zastanowić się i pomyśleć nad swoim życiem. Co zrobić, by było lepsze. Czasem wystarczy wspólna rodzinna kolacja, czy filiżanka herbaty w najlepszej porcelanie jaką mam w domu.. Bardzo polecam, a się na pewno nie rozczarujecie!

IMG_6791

3. „Zapisane w wodzie” Pauli Hawkins czekało na mnie nie długo, gdy ją mój Mąż kupował (za moja namową :D), wiedziałam że ta książka musi być dobra. A jaka była naprawdę?

IMG_7276

Dziewczyna z pociągu na początku się mieliła, a potem rozkręciła. Ta od początku wciąga, a zakończenie jest takie, że skończyłam ze szczęką na podłodze wmurowana w łóżko (bo jak zaczęłam rano, to nie mogłam zasnąć dopóki jej nie skończyłam..) i nie mogłam uwierzyć w jedną rzecz.. JAK MÓJ NOS DETEKTYWA MNIE TAK ZAWIÓDŁ!!! Tak potrafił dotychczas tylko Coben, a tu taki psikus! Jedno zdanie, ostatnie zdanie (nie zaczynajcie od niego książki!!!!!) a takie spustoszenie we mnie wywołało.. Nie będę zdradzać Wam szczegółów, ale naprawdę bardzo polecam! Dziewczyna z pociągu to pikuś!

IMG_7109

4. Ostatnia książka, po którą sięgnęłam w sierpniowe wieczory, to „Za zamkniętymi drzwiami” B.A. Paris.

IMG_7277

Wcześniej zdążyła ją przeczytać moja Mama i bardzo mi ją polecała, ale jakoś nie mogłam się do niej przybrać. A to błąd. Kolejny Thriller który niesamowicie trzyma w napięciu, z pozoru idealne małżeństwo, a w domu horror. Nie, nie było tam przemocy fizycznej. Ale czym się objawiał, nie zdradzę. Czy udało się z niego uwolnić? W jaki sposób?? Do ostatniej kartki historia jest niesamowita.. Zdecydowanie polecam!

IMG_7173

A Ty co aktualnie czytasz?

IMG_7274

 

FITMONDAY – bezglutenowe pieczywo

Jak żyć bez pieczywa? Wiele z nas nie wyobraża sobie bez tego życia. No bo jak tu nie zjeść chrupiącej i mięciutkiej bułeczki z piekarni, często ciepłej, na której tak cudownie rozpływa się masło, że aż ślinka cieknie i można zjeść ją samą taką pyszną? Jest ciężko, nie da się ukryć. Ale jeśli na szali stawiamy pyszną białą bułeczkę lub zdrowie, to chyba przeważa na drugie. W moim wypadku w celu poprawy samopoczucia muszę zrezygnować nie tylko z białego pieczywa, ale zupełnie z produktów mącznych. Często, gdy o tym komuś mówię, spotykam się ze stwierdzeniem „Rany, jak Ty żyjesz? Co Ty w ogóle jesz??” Jem, spokojna Wasza głowa. Pieczywo jem tylko raz dziennie. Warzywa i mięso zdecydowanie zaspokaja moje potrzeby żywieniowe podczas pozostałych posiłków, których jem tylko 3. Dla mojego zdrowia! Nie ogólnego (bo ogólnie się przyjęło by jeść 5x dziennie, owszem, to prawda, ale dla zdrowego człowieka, w moim wypadku mi szkodzi). Dlatego poszukałam zdrowej alternatywy dla pieczywa, wstawiam przepisy, bo to pyszna odmiana nie tylko dla chorych osób na insulinooporność czy hashimoto, ale i dla zdrowego człowieka 🙂

 

Bułeczki z ciecierzycy

W ciecierzycy to ja się po prostu zakochałam, uwielbiam ten smak, i nie umiem się opanować jak mam ją pod ręką 🙂 Z opakowania ciecierzycy wychodzi mi trochę chipsów (przepis TUTAJ), część przeznaczam na hummus do pieczywa, a z pozostałej części robię bułeczki 🙂 Są mega proste i szybkie, a do tego zdrowe.

IMG_7039

Składniki na bułeczki:

Słoik ciecierzycy / łyżeczka soli himalajskiej / łyżeczka proszku do pieczenia / pół szklanki mąki owsianej / 2 łyżki pestek dyni / łyżeczka siemienia lnianego / olej kokosowy płynny

Przygotowanie

Odsącz ciecierzycę i zmiksuj ją w blenderze na gładką masę z olejem kokosowym (jeśli jest za gęste dolej jeszcze oleju lub soku z ciecierzycy). Do masy wsyp proszek do pieczenia, mąkę owsianą i wymieszaj. Dosyp pestki dyni i siemię lniane, ponownie wymieszaj. Formę na muffinki posmaruj olejem (lub wyłóż papilotkami najlepiej silikonowymi), ułóż w nich po porcji ciasta, posyp wybranymi nasionami (np. czarnuszka, opcjonalnie) i piecz ok.35 min w 180 stopni C.

FullSizeRenderFullSizeRender-4FullSizeRender-1FullSizeRender-2FullSizeRender-3

 

Chleb gryczany – najlepszy

FullSizeRender-7

Składniki na chleb:

400g kaszy gryczanej białej niepalonej / 2 łyżeczki soli morskiej /  700 ml wody

Przygotowanie:

Kaszę gryczaną płuczę na sitku, następnie umieszczam w misce i zalewam wodą. Odstawiam na noc (minimum 8 godzin) w zacienione miejsce (ja chowam do szafki).
Rano mieszam i ewentualnie uzupełniam wodę, bo kasza powinna znajdować się zawsze pod jej powierzchnią. Wieczorem, odlewam nadmiar wody (trochę wody zawsze warto zostawić, by blender łatwiej pracował) i blenduję na pół – gładką masę. Dodaję sól i ulubione dodatki (słonecznik, dynia, siemię lniane, itp.). Masę przelewam do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i umieszczam na noc w zimnym piekarniku. Ciasto wypełni foremkę i pojawi się delikatny „brzuszek”.
Rano po prostu włączam piekarnik i nastawiam temp. 200 stopni.
Chleb piekę 50-60 minut, aż pojawi się chrupiąca skórka.

FullSizeRender-5IMG_7206FullSizeRender-6

 

GOTOWE 🙂

Życzę SMACZNEGO 🙂

STYLE – total blue

Ten odcień niebieskiego wprost uwielbiam. Mało tego, uwielbiam tę sukienkę. Dla mnie jest najwygodniejsza jaką mam. I obawiam się, że kupię drugą taką samą, tylko w innym kolorze 🙂 W zasadzie można połączyć ją ze wszystkim. Narzucić na nią sweter lub ramoneskę, gdy zimno. Założyć do niej trampki lub baletki, by było wygodnie. Lub szpilki, by dodać trochę elegancji. Czyli można ją założyć do pracy, na zakupy, na co dzień, na piknik, a także na obiad do cioci lub na drogę w podróż. Ja zdecydowałam się na opcję ze szpilkami, ale zapewniam, że pokażę tę sukienkę także w innej wersji 🙂 Buty są również niebieski, ale metaliczne z wzorzystym obcasem, dodają one charakteru całości. Mogłabym nosić tę sukienkę cały czas. Po prostu.

DSC_0195DSC_0198DSC_0199DSC_0200DSC_0202DSC_0207DSC_0208DSC_0210DSC_0217DSC_0219DSC_0220DSC_0229

Sukienka – Zara // Buty – Kazar // Zegarek – Michael Kors // Bransoletka- Apart //

STYLE – letnia sukienka

Dawno mnie nie było, oj dawno 🙂 Wakacje rządzą się swoimi prawami, a mi był bardzo potrzebny czas resetu, regeneracji, nie myślenia o tym co jutro trzeba zrobić, że coś w ogóle muszę. Przemęczenie intensywnym rokiem dało mi trochę w kość i potrzebowałam czasu tylko dla siebie i rodziny, takiego czasu no make up, w kostiumie kąpielowym w basenie z dziećmi, z komórką daleko od siebie. Nie, nie był to czas stracony, był to czas konstruktywny, dobrze wykorzystany i przede wszystkim ładujący akumulatory na jeszcze intensywniejszą końcówkę roku. Dobrze mi zrobił ten odpoczynek, oj dobrze. Zrodziły się nowe plany, nowe marzenia, a raczej plany do realizacji. Wyjazd urlopowy najprawdopodobniej znów zostanie przełożony na „za rok”, ale może nie ma tego złego. Czyli u mnie jak zawsze 😀

Letnia sukienka. Z czym Ci się kojarzy? Mi na myśl przychodzi lekki i zwiewny materiał, wygoda, swoboda i KWIATY! No przepadłam. Kwiaty u mnie zdecydowanie rządzą w tym roku i dobrze mi z tym!  Także Was pomęczę swoimi zdjęciami 🙂

 DSC_0150DSC_0165DSC_0166DSC_0168DSC_0170DSC_0172DSC_0173DSC_0151

Sukienka – Mohito // Buty – CCC // Zegarek – Avon // Bransoletka – Pandora, Lilou // Naszyjnik – Apart // Okulary – H&M //

Nadchodzi kolejna fala upałów, pamiętajmy o odpowiednim nawodnieniu, pijcie dużo wody, 2-3l to nasz obowiązek by czuć się dobrze. Zarówno ja, jak i moje dzieci z butelką wody się nie rozstajemy. Pamiętajmy też o ochronie oczu – okularach przeciwsłonecznych.